No i co?
I nic.
Bezesenne poranki z laptopem na brzuchu.
Bieganie o świcie, żeby zabić czas i głupie lęki.
Nieodnajdywanie się. Tu były te wielkie zaspy, a teraz taki gąszcz. Tu były psie miski, a teraz pustka. Dużo tej pustki.
Łatwo zapomniałam tę rzeczywistość. Teraz co jakiś czas potykam się o krzesło i dziwię, że blat niższy, a łóżko węższe. I pustsze też.
Łatwo zapominam, że czasem ktoś na kogoś tu warknie. Chciałabym, żeby na mój przyjazd wszystko było pastelowe i z lukru, wszyscy uśmiechali się do siebie i nikt nigdy nie czytał gazety przy wspólnym obiedzie.
Chciałabym, żeby było tak cały czas, pastelowo, nie tylko na mój przyjazd.
I żeby moje ciało przestało mnie sabotować, budzić się o złych porach i wciskać mi łzy do oczu, lejące się całkiem bez sensu na serniczek, który mama upiekła specjalnie dla mnie.
(i jeszcze, żebyś zadzwonił i wymruczał, że chcesz, żebym wróciła, ale wiadomo, że z oczekiwań nic dobrego jeszcze nie wyszło)
wtorek, 13 lipca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
6 komentarze:
skoro jesteś już w europie, to wpadnij do kijowa (:
Trochę głupio się czuję pisząc to, ale to dosc dziwne, że przeczytałam prawie całego bloga obcej mi osoby, a wrażenia mam jak po epickim kawałku poezji. No, zdecydowanie dobrej poezji. Oczywiscie najwięcej jej w ostatnich postach, choć nie wiem czy to uprzejmie pisać tak. I nagle jakos mój komentarz stracił sens...
ciekawie piszesz, ale czy tu wrócę?...
To dziwne, że znalazłam właśnie bloga w którym ktoś pisze dokładnie to, co jest w mojej głowie...
Będę tu wracać.
Pozdrawiam!
Już straciłam nadzieję na nowe posty.. Nie rezygnuj z oczekiwań, jak się ich w stosunku do kogoś nie ma, dopiero nic dobrego nie wychodzi.. chyba.. Trzymaj się.
skąd ja to znam?
Prześlij komentarz