niedziela, 16 maja 2010

Od czasu do czasu lubię myśleć o sobie jak o kimś, kto w życiu kieruje się zdrowym rozsądkiem. To po prostu dość atrakcyjna myśl. Nie żeby było to szczególnie bliskie prawdzie, a już na pewno nie w kwestii jedzenia. Lubię jeść. Uwielbiam. Zwłaszcza słodkie, zwłaszcza kaloryczne. Tiramisu? Brownie? Lody? Dokładka sernika? Jeszcze jeden creme brulee?

Nie mam najmniejszego pojęcia ile w czym kalorii - mogę się jedynie domyślać, że w moich ulubionych deserach jest ich całkiem sporo. Jem to co mi smakuje, to na co mam ochotę, wychodząc z niebezpiecznego założenia, że moje ciało wie. I to wie najlepiej. Jeśli ręka sama sięga po kawałek szarlotki, to widać pilnie potrzebuję tego kawałka. Gdyby było inaczej wypiłabym trzy szklanki wody zamiast zatopić zęby w piance z białek (bezdyskusyjnie najlepszej części szarlotki).

Czasem, najczęściej późną wiosną, mam ochotę na ZMIANĘ. A jako osoba, której ze zdrowym rozsądkiem czasem nie po drodze, mam ochotę na GIGANTYCZNĄ ZMIANĘ. Zmianę, która wywróci wszystko do góry nogami. Zmianę trzęsienie ziemi. Rewolucja, nie ewolucja! Najlepiej krwawa, najlepiej z dużą ilością ofiar. Bez ofiar nie ma rewolucji. Więc jeśli dieta, to hardkorowa. Powolne, stopniowe zmiany są dla mięczaków, a ja przecież jestem twardzielem. Twardzielem, który chce zmiany.

Nigdy w życiu nie byłam na diecie. Czasem, najczęściej późną wiosną, mam fantazje o diecie. Tej po maksie, dla twardzieli. Nigdy żadnej nawet nie rozpoczelam, czasem udalo mi sie dojsc do etapu wydrukowania dwoch przepisow.
Potem niechciane laduja w koszu, a ja o polnocy wyjadam resztki tiramisu.

13 komentarze:

Fiolka pisze...

Ja popieram. Najważniejsze to być szczęśliwym. A skoro kawał szarlotki uszczęśliwia bardziej niż dwa kilo mniej, to po co się tak biczować ;) Bo co? Bo wszyscy tak robią? No, eeej...

fifka pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

zawsze parskałam z myślą o podobnym blogu, aż do przeczytania tej notki z 16 maja. po prostu skończyłam przeglądać sąsiedni, zaprzyjaźniony i z ciekawości poszłam za strzałką w prawo kilka kliknięć dalej. no proszę. późnowiosenne rewolucje z dużą ilością ofiar i popadanie ze skrajności w skrajność decydując się na diety, nie stosowanie się do żadnej, bo lepiej na hardkora. koleżanki piszą magisterki, co lekko frustruje. przypomina mi to coś.. a to tylko wierzch, bo najbardziej spodobał mi się fragment o nie myśleniu. wszystko przeplatane Twoją miłością. a raczej na odwrót. potrafisz to ująć w słowa. dlaczego tego tak mało w felietonach? i czemu tak wielu z moich znajomych z kpiną odnoszą się do candace bushnell zwracając uwagę tylko na fragmenty komediowe? mówcie co chcecie, dla mnie to psychologia. Spoko, jutro to usunę;)

Anonimowy pisze...

/aa..jak to usunąć po dodaniu anonimowo..? świetnie, teraz na myśl o blogach i moich komentarzach do nich będę się palić ze wstydu./

inwentaryzacja pisze...

nie usuwaj! prosze :)

puss_in_boots pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
puss_in_boots pisze...

czy to normalne ze czytam od deski do deski bloga obcej osoby i odczuwam do niej coraz wieksza sympatie ogladajac zdjecia? co gorsza wydawalo mi sie, ze mozesz sie okazac nie widziana od lat yy 4+6? wielu, kolezanka z klasy ktora to wzgardzila naszym liceum na rzecz hameryckiego..

inwentaryzacja pisze...

liceum wzgardzalam, ale z mniejszym/wiekszym bolem dotarlam do konca, a ameryke odkrylam dopiero po studiach, ale dziekuje za sympatie :)

eidel aleksandra pisze...

hmmm...ja też tak mam, ja też czuję, że skoro zjadam tego wafelka, to znaczy, że mój organizm bardzo tego wafelka potrzebował... raz w życiu katowałam się dietą. nigdy więcej, neva!

eljot1946 pisze...

Prowadzisz ciekawy blog.Przejrzałem go z zainteresowaniem.Pozdrawiam.

LLC pisze...

Your Website is very good. I very happy to see your visit me back at links:
Beautiful Girls Photos
Free xxx movies
Movie Download

http://www.raczejinaczej.ownlog.com pisze...

najgorsze są diety takie jak moja. że niby od jutra nie jem, że też będę hardkorem. tylko, że zawsze od pieprzonego "jutra". na całe szczęście zaczęłam biegać- to dopiero rewolucja u mnie była! bo... na taką "dietetyczną" mnie nie stać jeszcze. w sensie, że.. nie no. nie wiem.
Powodzenia!

z.t.j. ESOR :] pisze...

ale świetny blog, aż czekam na kolejne wpisy

kontynuuj pisanie go!
będę czytał :)