wtorek, 27 kwietnia 2010

Little Miss Sunshine

Łazienka bez Twoich rzeczy wygląda tak ponuro. Oglądamy z rodzicami househunterki: dom na plaży za milion dolarów, klaustrofobiczne pokoje w St. Louis. Przegrywam z tatą w bakamona, jutro trzeba będzie odkurzyć, mówi mama i ciągle krząta się po kuchni. Jemy mozzarellę, którą razem zrobiłyśmy, następnym razem trzeba jednak dodać sól.

Świat wcale się nie zatrzymał, nad zatoką świeci słońce i mewy wyjadają resztki zasuszonej ryby. Spacerujemy plażą, piknik na piasku i czekoladowe lody. Gadamy głupoty. Śmiech i wiatr. Klimat wakacji.

Oswajam puste łożko, ale na razie mieszkanie jest pełne, tłoczne, głośne. Za dwa tygodnie będzie cisza i będzie pustka. (jak to niemądrze brzmi, będzie pustka)

Jak zwykle na wiosnę szukam rewolucji, której, nie oszukujmy się, i tak przecież nie będzie. Przypomnieć sobie ten spokój po jodze. Euforię po porannym bieganiu. Rozkochać go w sobie. Odszukać sens życia. Odkryć świat. Sprzedać ciasto. Zrzucić trzy kilo. Zajść w ciążę. Przestać jeść mięso.

Refleksje znad steku z bizona.

0 komentarze: