Staram sie nie myslec, myslenie szkodzi, dowodow az nadto.
Kiedy nie mysle jest tak dobrze, tak blogo. Kiedy nie mysle, jemy sniadanie w lozku i pijemy wino w wannie. Kiedy nie mysle o tym, ze to moje ostatnie dni w miejscu, o ktorym juz myslalam 'dom' (chociaz nadal sie nie lubie z piekarnikiem, a gazowy - brr- piecyk czasem budzi mnie w srodku nocy). Ze to ostatnie wspolne prysznice w tej smiesznie malej lazience, ostatnie sprawdzanie poczty przy rytmie jazzu i zaslonietych zaslonach, ostatnie lapanie zielonego kubka z herbata i nerwowe szukanie kluczy, ktore powinny przeciez wisiec na psim ogonku z ikei. Ze to koniec szkoly, ktora prawie poskromilam, koniec kulenia sie na bibliotecznym fotelu z laptopem, koniec jezdzenia autostrada i tej wolnosci, kiedy przestrzenie otwieraja sie przed toba dwa razy w tygodniu.
Ciesze sie, ze lece do Polski, ze zobacze wszystkich, za ktorymi tak tesknilam, ze poglaszcze psa i zjem pomidorowa z kluseczkami. Ale cieszylabym sie duzo bardziej, gdybym wiedziala, ze to tylko wizyta, mila, intensywna, przyjemna, ale wizyta, ktora sie skonczy i ze potem wroce do tej herbaty na wynos, tego jazzu, tych ramion. A przeciez tego nie wiem.
Moze to jest wlasnie limit szczescia, dwa lata, moze trzy i potem koniec i trzeba znow jesc pomidorowa z kluseczkami.
wtorek, 15 grudnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
6 komentarze:
czyżbyś wracała na stałe?
dobre pytanie na ktore nie znam odpowiedzi.
na pewno wyprowadzamy sie na stale stad-tu (oboje)
ale razem się wyprowadzacie czy osobno?
zalezy jak na to spojrzec - razem, bo konczy nam sie umowa w grudniu, wiec tak czy inaczej musimy sie wyprowadzic. osobno, bo ja lece do pl juz jutro, a on nie-wiadomo-czy/kiedy
o, kejt wraca
minęliśmy się. jestem w kijowie do 30 grudnia. jest szansa, że się jeszcze zobaczymy w warszawie?
Prześlij komentarz