poniedziałek, 2 listopada 2009

o pięciu masztach i dwudziestu armatach.

Znajduję ślad twoich zębów w obcym mieście.
Znajduję ślad twoich zębów na swoim ramieniu.
Znajduję ślad twoich zębów w lustrze.
Czasami jestem hamburgerem.


Odkrywam na nowo Świetliki (nie wiem jak mogłam o nich zapomnieć) i odzywa się we mnie tęsknota za... no właśnie, za czym?
Beztroską młodością? Bardziej beztrosko jak teraz być nie może, a i moja młodość trochę zatrzymała się w miejscu.
Za pijackimi randkami? Zdecydowanie wybieram drobnomieszczańskie wtulania się w jego ciepłe stopy.
Za depresyjnymi wieczorami? Jeszcze tak do końca się z nimi nie pożegnałam.
Za Krakowem? Na pewno! Któregoś dnia to miasto będzie należeć do mnie? (;

A może to po prostu jesień. Jesienna muzyka, do kubka z gruszkową herbatą i połamanej wedlowskiej czekolady z wiśniami. Nie wychodź bez parasolki.

Niczego o nas nie ma w konstytucji, a moje palce znów pachną ciemnią. Słodko-kwaśne odcienie jesieni.

5 komentarze:

fró pisze...

kraków to zło na szynach.


choć krakowski prawnik wysyła zdjęcia mojego spiżowego konika z rygi i odgraża się, że musi się przeprowadzić do warszawy.

inwentaryzacja pisze...

pojdz z nim na kawe. w koncu przyjaciele i tak dalej, to chyba zostanie zlota fraza stulecia :)

fró pisze...

ja nie wiem, co masz do tej przyjacielskiej kawy.

jeno podejrzewam, że na kawę już się prędko nie wybierzemy.

Agata I Wielka pisze...

Kraków już opanowałam, tu jest zawsze jakoś nieprzemijalnie świetlikowo i towaro-zastępczo, tak myślę.

uzi pisze...

a ja Krakowa nie lubie ;)
ale Swietliki tak, i cos w tym musi byc, ze nie lubie ich sluchac latem, a jesienia i zima rzucam sie jak wyglodniala.