Kicham, kaszlę, reprezentuję nędze i rozpacz.
Zrobienie na obiad czegoś więcej niż kuskus z czosnkiem przerasta moje chore mozliwości, a i tu potrafię koncertowo popsuć najprostsze ponoć danie świata, bo dałam duzo, oj za dużo, wody.
Szukam czosnku, który cierpliwie czeka koło misia z miodem - zanim przypomne sobię po co tak się kręcę po kuchni dwa razy wpadnę na krzesło.
Jutro kartówka z socjologii (dwa rozdzialy o dyskryminacji wciąż nieprzeczytane) i muszę oddać pierwszą wersję opowiadania (minimum 3 str, a ja nie wiem nawet o czym je napiszę), chcialabym sie zakopac pod koldre i ciasto przegryzać czekolada. Imbir moglabym przyjmowac dozylnie.
Morele podnosi tylko zachrypły jazz i chamski, letni podryw.
środa, 18 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarze:
napisz o jesieni i zupie pomidorowej.
albo
o pieczarkach zimą na trybunie
albo
o misiach kolorowych
albo
o wódeczce na polu mokotowskim
albo
o tym wszystkim razem.
patrz, jaka ijdija.
Prześlij komentarz