sobota, 14 listopada 2009

Jadę rowerem po ciepły jeszcze, morelowy chleb, który potem chrupiemy razem na śniadanie. Czy może być piękniej? (oczywiście, że może, ale śniadanie do łóżka było ledwo wczoraj)

W skrzynce pocztowej czeka na mnie intensywnie różowa sukienka. Do tego koronkowe rajstopy, buciki z kokardką, (krzywo) podcięta grzywka i mogę podbijać okoliczne hinduskie knajpy oraz w mniej lub bardziej mistrzowskim stylu wygrywać partie bakamona albo czytać bzdurne kolorowe magazyny o aksamitnych stronach i zapijać sernik kubkiem waniliowo-brzoskwiniowej białej (zawrót głowy od samej nazwy) herbaty. Jest spokojnie, jest dobrze. (do kiedy?)

A potem wracam do domu, wskakuję w ciepłe dresy i spod pluszowego koca z czekoladą w łapce oglądam "Man on wire" i wtedy właśnie czuję się najpiękniejsza.

2 komentarze:

fifka pisze...

zapodaj zdjęcie sukienki :)

Anonimowy pisze...

Czy Ty zawsze musisz pisać o jakimś wymyślnym jedzeniu/napojach? ;)