niedziela, 18 października 2009

Notka dedykowana wszystkim, których zemdlił lukrowy charakter ostatniego wpisu.

No więc płaczę, a jakże.
Zaczyna się rano, kiedy oglądasz wyścigi formuły 1, a ja zawijam się w koc na fotelu obok i nie do końca rozumiem twój entuzjazm, jeżdzą w kółko, jeszcze 10 okrążeń, płomienie albo wypadek to niewątpliwie elementy interesujące, ale sama jazda? Jeszcze pięć okrążeń.
Ale może zaczyna się wcześniej, kiedy zawiesza się internet, a obługa klienta najwidoczniej nie obługuje klientów w niedzielne poranki.
A może trochę później, kiedy zapominasz wyrzucić pustą tubkę po paście do zębów albo zostawiasz brudną patelnię w zlewie?
A może to po prostu jesień? Bo chociaż pogoda zrobiła się piękna, słoneczna, 15 stopni, to ja robię setną herbatę i otulam się kocem.
A może to hormony, a może histerie? A może nie.

Nieważne.
Ważne, że ja płaczę, a Ty uciekasz.
Ja płaczę, a Ty mówisz, że ja uciekam.
Że gdybym czuła sie przy Tobie bezpiecznie, to bym do Ciebie przyszła i razem rozwiązlibyśmy problem.
Nie czuję się bezpiecznie, kiedy dajesz mi do rozumienia, że nie lubisz mojego płaczu. Jasne, pewnie każdy woli kiedy się uśmiecham, ale domagam się prawa do płaczu. Mój płacz jest częścią mnie.
Akceptujesz mnie cała, calutką?
Niby tak.
A może nie.
Tu nie ma nic do rozwiązywania, mój płacz to nie są jakieś cholerne sznurówki, które można rozwiązać i supeł zniknie.
Czasem po prostu płaczę. Płakanie czasem bywa dobre, oczyszcza, uwalnia od tego co siedzi głęboko, zapomniane strachy, złe sny i przelotne lęki.
Chciałabym móc się wtedy w Ciebie wtulić, ciepłe łapki na plecach, ciepłe słowa na ucho. Ty byś chciał, żebym się uśmiechała i cieszyła.
A potem Ty idziesz na softball, a ja piszę denne notki na blogasku.

2 komentarze:

kasia wska pisze...

jak bardzo mi to przypomina to, co przeszliśmy z k parę lat temu... i przeszliśmy, zobacz! zajęło to parę lat, ale dało się. a ja płaczę dużo! naprawdę dużo! i już nie ma paniki w oczach, już wie, co robić, i robi z to wprawą, z jaką ja przewijam j;) - a jak sobie przypomnę to pierwsze przewijanie... gdyby tylko wtedy mogła uciec... no właśnie. akceptować nie równa się radzić sobie z.
trzymaj się ciepło!

inwentaryzacja pisze...

ech, bardzo Wam zazdroszcze takiego pozytywnego przejscia i wprawy (w zyciu i w przewijaniu :) )