czwartek, 1 października 2009

Na północy ściął mróz, z nieba spadł wielki wóz, dobre sny zmorzył głód, na Brackiej pada deszcz, a ja w Iowa City gubię parasolki i marzę o kubku goracej czekolady.


Oczywiście, idziemy spać za późno - ja jeszcze późno-w-normie, ale Ty we wczorajszej poczcie znalazłeś paczkę z nowymi słuchawkami i do późnego-późna cieszyłeś się jak dziecko odsłuchując koncert Depeche Mode.

Oczywiście, dzwonik budzi zbyt głośno, a ja wstaję zbyt późno. Dziś nici z roweru, za brudnym oknem deszcz, ulewa, urwanie chmury. Próbuję reanimować się mleczną czekoladą i kawowym płynem pod prysznic, ale każda komórka mojego ciała woła "ciepłakołdra". Czujesz się chyba podobnie, bo wstajesz tylko po to, żeby zaraz wrócić do ciepłego jeszcze, pachnącego snem łóżka. Zalety zajęć o 15 i szefa, który czasem jest, a czasem go nie ma. Caluje Cie w czolo, zeby za chwile miec pretensje, ze nie moge znalezc Twojej kurtki.

Zanim z kubkiem, torbą, kluczami i segregatorem z wypadającymi kartkami (i bez kurtki) dobiegnę do samochodu, moje buty złowieszczo chlupoczą, a nogawki spodni są całe mokre, mimo gustownego ich podwinięcia. Czuję, że nawet mając ultra krótkie szorty umiałabym fachowo i kompletnie zmoczyć nogawki. W drodze do szkoly Vincent Delerm śpiewa, ja śpię; budzę się tylko na czerwonym świetle, żeby przypudrować czoło i wlaczyc tylnie wycieraczki - nadal bardzo mnie to bawi.

W domu otulam się jazzem jak kaszmirowym swetrem, psi kubek z waniliowo-imbirowa herbata staje sie najlepszym przyjacielem. Odkrywam w sobie magiczne zdolnosci blyskawicznego unicestwienia torcikow wedlowskich, a pomysl z pojsciem na basen odkladam na lepsze czasy. Troche zapadam w sen zimowy i zapominam, ze wczoraj bylo 20 stopni i palace slonce. Marze o kardamonowej herbacie i pierniku z jablkiem, nieodlacznych elementach zimy 2007 roku, kiedy jeszcze studiowalam filozofie i juz zakochiwalam sie w Tobie.

0 komentarze: