wtorek, 29 września 2009

Nareszcie! Rano chwytam kubek z gruszkową herbatą, wsiadam na rower i wzdłuż rzeki jadę do szkoły. Piękna, wietrzna jesień, złote liście wirują w powietrzu, a uszy czerwienią się od zimna.

Sześć godzin później ani śladu jesieni. Zdejmuję warstwy ubrań i bladymi ramionami chwytam ostatnie promienie słońca. Z aparatem w ręku szukam tych wirujących liści, tych czerwieni i tego złota, ale wokół tylko soczyście zielona trawa i piękne słońce. Zupełnie jak w maju, kiedy kończyła się szkoła, a ja myślami byłam już w Polsce, przy kuchennym stole na którym mama kładła parujące pierogi z jagodami.

0 komentarze: