poniedziałek, 14 września 2009

Dużo się dzieje, nic się nie dzieje.

Witaj szkoło, czyli edukacyjnego American Dreamu część trzecia. Czy ostatnia?

Nauczona (bolesnym) doświadczeniem, nie dziwię się już gdy:
nikt nie siada koło mnie (tu nikt nie siada koło siebie, amerykańska - a może midwestowa - bańka jest duuża)
nikt nie potrafi wymówić mojego imienia, o nazwisku nie wspominając
nikt nie wie, gdzie ta Polska jest (i nikomu nie przyjdzie do głowy zapytać, wyguglać, sprawdzić czy o takim dziwnym kraju piszą na wikipedii)
prawie wszystkie dziewczęta wyglądają jakby wyszły z siłowni
ja, moje czerwone okulary i zwiewne kiecki budzą zdumienie na korytarzu
wykłądowca pyta czy znamy znaczenie słowa "subiektywny" i "obiektywny"
i takie tam

Mimo tegoż doświadczenia wciąż, czasem, zdarza się, że:
czuję się społecznie niedopasowana
mam wrażenie, że nie umiem poznawać nowych ludzi
miewam kompleksy na punkcie mojego angielskiego
fakt, że pan od socjologii (jako jedyny) nauczył się poprawnie wymawiać moje imię sprawia, że cały dzień się uśmiecham
tęsknię za wszystkim co daleko

W nagrodę za dobre oceny zostałam zaproszona do udziału w Honors Project. Będę robić zdjęcia, nie wiem jeszcze czemu. Chciałabym zrobić coś ważnego społecznie, ale już samo sformułowanie brzmi tak patetycznie, że pukam się w głowę.


W nowym roku ruszamy na południe, do miasta, w którym lotnisko nazwano imieniem G. Busha seniora i to chyba dobrze oddaje te klimaty. Już szukam kowbojskiego kapelusza.
Po pięciu latach... mówisz, a ja się zacinam, jeżę i zamykam, zupełnie niepotrzebnie, bo z moimi humorami, szklanymi oczami i oczekiwaniami pięć lat to hoho i jeszcze trochę, tak daleko.

Po obejrzeniu "Food, Inc" tracę apetyt (bez obaw, nie na długo). Mieszkanie po tej stronie oceanu ma dużo zalet. Ma też dużo wad, zwłaszcza w tak ukochanej przeze mnie materii - j e d z e n i e. Chciałabym mieć swój ogródek, hodowac zioła i pomidory, piec chleb i robić konfitury na zimę. Tylko gdzie ja znajdę zimę w Teksasie?