Nadrabiam zaległości w lekturze Wysokich Obcasów i Dużego Formatu spowodowane weekendowym wypadem pod namiot. Czytam o sfrustrowanych paniach domu i robi się trochę straszno, trochę smutno. To temat na dużo poważniejsze refleksje oraz przemyślane opinie, no ale.
Bardzo polubiłam gotowanie, choć zapewne dla tych, które znają mnie dłuugo, taka deklaracja zabrzmi jak wielka ściema. Sprawia mi przyjemność zrobienie mu obiadu. Pichcenie dla samej siebie jest już mniej urzekające. Jedzenie w samotności nie napawa taką radością, jak celebrowanie (rany, jakie słowo) posiłku z kimś kogo lubisz. Wtłaczanie swojego uczucia w garnki i miseczki. Wspólne jedzenie bywa szalenie zmysłowe, przygotowywanie go niesamowicie seksowne. I tak właśnie się czuję w moim ikeowym fartuszku, krążąc między lodówką a piekarnikiem. Ale nie czułabym się tak, gdyby nie kluczowa okoliczność tego zamieszania. Mój wybór. Wybieram robienie kolacji. Pieczenie ciasta. (W bardzo rzadkich przypadkach wybieram nawet wstanie zbyt rano i zrobienie śniadaniowej herbaty) Innego dnia wybieram spanie do popołudnia, oglądanie filmów, plotkowanie, marnotrawienie czasu na aplikacje internetowe, przesiadywanie w bibliotece, absolutne-nic-nie-robienie. I to też jest mój wybór, który nie spotka się z rozczarowanym pytaniem w stylu kochanie, czemu nie ma obiadu (bo go nie zrobiłeś).
Drażnią mnie etykietki, szufladki, oceny. Jeśli gotujesz i pieczesz, to nie możesz być feministką/feministą i/lub nie masz żadnych zainteresowań poza gotowaniem i pieczeniem, a już na pewno nie możesz interesować się kulturą, bo przecież nosa nie wystawiasz z tych garów i ścier. Jeśli jesteś feministką, to na pewno jesteś samotna i zgorzkniała z tego powodu; nie możesz malować pazknoci ani depilować nóg. Jeśli malujesz paznokcie, niedajbóg, regularnie, to z pewnością jesteś pusta i do tego regularnego malowania ograniczają się twoje horyzonty; jeśli coś czytasz to tylko katalogi avonu. Jeśli w wieku 16+ jesteś dziewicą to dlatego, że z racji bycia gorliwą katoliczką planujesz oddać się w noc poślubną albo chcesz zostać zakonnicą. Jeśli jesteś ateistą/ką, to musisz być pozbawiony/a wszelkich zasad moralnych. Jeśli jesteś gejem, to musisz być fryzjerem. Jeśli jesteś dziewczynką, to marzeniem Twojego życia jest biała sukienka i welon do ziemi oraz dwuletnie planowanie Twojego najszczęśliwszego dnia w życiu, a jeśli teraz mówisz, że tak nie jest to tylko dlatego, że on ci się jeszcze, łajdak, nie oświadczył. Jeśli chcesz mieć dziecko to jesteś nieodpowiedzialna i na pewno głupia, i utkniesz w tych pieluchach jak w garnkach; jeśli nie chcesz - wyrodny potwór z ciebie, egoistyczne monstrum. I tak dalej.
Przesadzam, wiem. Idę robić tartę.
czwartek, 6 sierpnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
1. ja nie jestem fryzjerem.
2. agnieszce też się nie oświadczył, ale już wybrała obrączki, zaplanowała menu i siłą musieliśmy ją zniechęcić do pomysłu rezerwowania sali.
polonista, fryzjer, co za różnica! no dobrze, mniejszy lans...
a co z jego żoną? :>
a salę, czytałam na forum, niektórzy rezerwują trzy lata wcześniej :-)
Prześlij komentarz