Oczywiście jestem mistrzynią świata w układaniu planów, których zrealizować nie mam absolutnie żadnych szans (hmm, to chyba dość zawiła składnia), ale jednak! Zrobiłam tartę (tuńczykowo-pomidorową), posegregowałam (wow, nowe trudne słowo) i wyprałam (część) rzeczy, spakowałam 3/4 swoich ubrań, poszłam biegać. Tylko lekcji niet, ale mam jutro cały dzień przed sobą, nie bądźmy nadgorliwi.
Na trawniku przed domem lenią się dorodne króliki, które już nawet nie uciekają na mój widok, tylko nieruchomieją w trawie i udają, że ich po prostu nie ma. Przystaję na ten chytry plan i kiedy wreszcie przejdę obok nich obojętnie, znów zaczynają radośnie kicać.
Idę przez minipark, jest mgliście, deszczowo, pusto. Nagle tuż przed oczami zapala się świetlik, budząc jednocześnie przerażenie i uśmiech. Odprowadzam go wzrokiem (przecież zaraz zgaśnie) i nagle widzę dwa jelenie. Jest już ciemno, a szkła moich okularów całe pokryte są kroplami deszczu, więc początkowo biorę je za dwa duże psy, może dogi. Tylko skąd u psów rogi? ;) Żałuję, że nie mam ze sobą aparatu i czekam, aż uciekną. Ale one pasą się bez żadnego lęku, wcale się mnie nie boją, co w rezultacie powoduje dość duży niepokój w mojej wielkomiejskiej duszy. Co może jeleń zrobić takim rogiem, zastanawiam się już z bezpiecznej odległości, a one z gracją znikają w zaroślach.
Nie dobiegam do 20 minut, ale po takiej długiej przerwie te 16 to i tak super wynik, bo przecież ani razu się nie zatrzymałam, ha. Potem już z rozpędu wymachuję nóżkami, robię bezwładne raczej skłony, brzuszki, i pędzę pod zimny prysznic. Dopiero wygrzewając się w saunie mogę odzyskać (jakotaką) jasność myślenia. Biegnąć myślę tylko w rytmie 1-2 -- 3-4 --5-6--78910, myślę tylko o tym, żeby dotrzeć do następnego okrążenia, żeby się nie zatrzymać, żeby nie poddać się tej niechęci moich mięśni. Pod prysznicem już całkiem wyłącza mi się myślenie, jest tylko to dobre zmęczenie, ta ulga, ta satysfakcja. I dopiero w cieple i zaciszu sauny mogę swodobnie rozłożyć się na ręczniku i włączyć analizorozkminianie jeleni na deszczu.
wtorek, 21 lipca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
3 komentarze:
raz dwa zmiaaana rąąk!
i dlatego właśnie ja nie biegam w kółko i staram się na wszelki sposób urozmaicić swoją trasę.
pozdrawiam i życzę ponad 20 minut ciągłego biegu :)
(www.in-my-twenties.blog.pl)
a ja biegnę co najwyżej do sklepu po fajki :]
dalej nie, bo nie przystoi.
Prześlij komentarz