środa, 24 czerwca 2009

Mama chora. Blednie, kaszle, rzęzi. Owija się szalikiem i piecze do rana, odkurza, kopie w ogródku, a potem nie chce iść do lekarza i mówi, że jest dobrze. A przecież nie jest. (posprzątaj za nią, zamiast wypisywać głupoty)

Czytam Tochmana, zamawiam Hugo-Badera, zaraz będę przegrywać Kapuścińskiego na mp3. Tochman jest rewelacyjny, prosty a przenikliwy. Staram się opanować czytanie do przodu, niedokładnie, czasem wracam po raz drugi do akapitu, paragrafu, ustępu. Chciałabym ukraść jego warsztat, jego umiejętność układania słów w zdania, zdań w paragrafy, rodział, opowiadanie, książkę. Zastanawiam się na jakie, jeśli, o ile, zajęcia zapisać sie w tym semestrze. News reporting czy creative writing? I czy w ogóle ma to sens, czy w obycm języku mogę wyrazić to, czego nie umiem przecież w swoim własnym, ojczystym, najpiękniejszym.

Czytam o Iranie. Jak to jest, że ludzie wychodzą z domu na demonstrację i wracają w czarnym worku. Nie ogarniam, ale moje nieogranianie świata jest już tak wielkie, pojemne, ogromne, że nie robi to w zasadzie różnicy, zmieści się tam jeszcze wiele śmierci, tragedii, krew i łez. Jak to jest, że ludzie nie mają co jeść. Że dzieci oddaje się do niewoli za dług w wysokości 5 dolarów. Że pod knajpę w której właśnie pijesz piwo ktoś podkłada bombę. Że wracasz z wakacji i nagle twój samolot rozrywa się w powietrzu. Że każdego dnia na polskich drogach, i tak dalej.

Śni mi się, że jestem w obozie (koncentracyjnym? jenieckim? dla uchodźców?). Przemoc, krew, dużo broni. Jakieś chore przedstawienia i próby, podczas których próbujemy uciec. Strażnicy nas gonią, ale jesteśmy trochę szybsi, do czasu, aż z jakiegoś zakamarka, z zatęchłej celi nie wyciągają grupki przerażonych dzieci. Krzyczą, że jeśli nie wrócimy dobrowolnie (jeszcze jesteśmy na terenie obozu, własnie próbujemy forsować płot), to zaraz zastrzelą tych gówniarzy. Zatrzymujemy się na chwilę, tylko po to, żeby podjąć szybką dezycję - uciekamy dalej. Słychać strzały, nie oglądamy się za siebie i kiedy już uciekniemy i bedziemy bezpieczni w małej, górskiej wiosce, będziemy się nawzajem zapewniać, że one i tak musiałyby zginąć.

2 komentarze:

kasia wska pisze...

ja też nie ogarniam...

creative writing bardzo zazdroszczę. nawet, jak w obcym języku nie wyrazisz, to może to, co wyniesiesz, uda się wykorzystać we własnym? bardzo mi takich zajęć brakuje, a przy okazji możliwości pogadania o tym, co się czyta, co się lubi, czuje i rozumie, co by się chciało...

chociaż ja trochę przestaję wierzyć w 'warsztat'. jak próbowałam coś poprawiać 'głową', zawsze psułam. może po prostu jeszcze nie potrafię poprawiać?
bardziej wierzę w znalezienie swojego naturalnego języka. wtedy chce się go słuchać. jak ktoś pisze prosto, nie wymyśla, pisze, jakby mówił. (ale mówił powoli, z namysłem, a nie paplał byle co!).

(mi się dziś śniło, że spotkałam dawnego kolegę, który strasznie chciał się ze mną ożenić - w sensie w tym śnie, a ja krzyczałam 'nigdy się nie rozwiodę!').

aha - zwinęłam się z grona (czy ktoś w ogóle wie, jak tam skasować konto?! chyba usunęli taki guzik!) i jestem na f-booku, jesteś? (facebook.com/kasiawska).

beijinhos!

fróziński pisze...

boska, i jak powrót do amerikandrimu?