piątek, 5 czerwca 2009

Dzieje sie duzo fajnych rzeczy i troche niefajnych tez, a jakze.

Spotkania, planowanie kolejnych spotkan, wyjazd do Paryza, Krakowa, do dziadkow na dzialke. Rozmowy, plotki, smiech. Piwo, zdjecia, spacer.
Troche tesknoty, ale takiej dobrej, madrej tesknoty. Ktora pozwala spojrzec na wszystko z dystansu. Ktora pokazuje, ze nie bylo powodow do placzu. A nawet jesli, to jest tyle powodow do radosci. Kazdy dzien z nim to powod do radosci (chyba nigdy nie przestane byc mistrzynia w pretensjonalnosci).
Troche zdziwienia. Wszedzie szaro, buro i brudno. Nierowne chodniki, krzywe plytki, porozbijane szyby. Smutne, ziemniaczane mordy; nikt sie nie usmiecha. Korki, kolejki, papierki. Troche tym nasiakam, trace ten spokoj rownej tafli jeziora, ten moj malomiasteczkowy zen, ten relaks nicosci wsrod pol kukurydzy. Teraz frustracja, spaliny, klaksony, czerwone swiatla.

Ale dzieje sie duzo fajnych rzeczy i to powinna byc jedyna puenta tej notki.

0 komentarze: