czwartek, 12 marca 2009

Staram się cieszyć z małych rzeczy.
No to się cieszę, bo:
-- co z tego, że jest zimno - świeci piękne słońce i nie ma już śniegu, więc jeśli mam na sobie kurtkę, to mogę spokojnie udawać, że zamiast -11 jest +11. Albo i 25, bo taka ta moja kurtka jest fajna
--docieram na jogę, i to już drugi raz z rzędu, a joga była i jest za darmo i wyginam się na wszystkie możliwe albo i niemożliwe strony i potem wszystko mnie tak dobrze boli
-- po jodze H. podwozi mnie do domu i zostaje na makaron z bazylią i koncentratem pomidorowym (przemilczmy to) i plotkujemy o chłopcach, szpiegowaniu ludzi na fejsbókó i pogróżkach od obecnych byłych (że też mnie omijają takie historie!)
-- z T. droczymy się w kwestii puffinów, a kiedy grzecznie czekam w kolejce do wyjazdu ze szkolnego parkingu, on równie grzecznie czeka na pasie obok, więc robię głupie miny, i oboje uważamy, że to całkiem zabawne (chyba ;) )
-- rano (albo trochę później..) podrzucam P. do pracy i gnam do szkoły i wracam sama tym wielkim autem, i czuję się z tego powodu szalenie niezależna, fajna, odważna i tak dalej (do momentu, aż o mały włos nie uderzyłam w samochód sąsiada na parkingu)
-- zaraz zrobię ciasto kokosowo-morelowe i na chwilę zapomnę o ograniczaniu cukru (który, jak się przed chwilą okazało, jest w kosmicznych ilościach nawet w takich niewinnych morelach!)

Ach, i jeszcze, pomimo wcześniejszych tekstów w stylu dawanie kwiatów jest przereklamowane dostałam wczoraj bukiet róż :)

1 komentarze:

uks pisze...

postuluje ja przeto o jakieś nudne foto.