Spring Break. Mogę się legalnie lenić, więc się lenię. Tym bardziej, że zmogła mnie choroba, więc lenię się kichając, smarkając i kaszląc. Gruźlik na urlopie. Stan konta uniemożliwa eskapady większe niż do kina i na kawę, ale pogoda znów (oby tym razem na dłużej) jest tak piękna, że kto by tam chciał na Florydę? Może jutro wyprowadzę moje zakatarzone drogi oddechowe na miasto. Huhu. Zakochałam się w bibliotece i tym, że mają tyle boskich rzeczy. Na razie namiętnie wypożyczam płyty z jogą, ale czaję się też na płyty z hiszpańskim, striptizem i książki o kryminalistyce. Viva Las Vegas ;)
Rano mamroczę spod kołdry "no pa" i wyleguję się do 14. O jak dobrze! Niestety lista rzeczy do szkoły nie skraca sie od spania, oglądania Family Guya i obrabiania zdjęć, więc od czasu do czasu przekładam segregator z miejsca na miejsce, żeby stworzyć środowisko pracy. Na tym się kończy, ale przecież jest dopiero poniedziałek!
Mam piękne słońce za oknem, butelkę czerwonego wina, hummus z chili i limonką, "Underground" i "Otac na sluzbenom putu" i ochotę podbić cały świat.
poniedziałek, 16 marca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz