poniedziałek, 2 marca 2009

Drogi pamiętniczku, strzel mi w mordę

Ojesó. To by było na tyle jeśli chodzi o moje pięknie brzmiące plany zmiany.

Oczywiście nadal jem czekoladę. Jedna zmiana to taka, że teraz robię to w ukryciu, tajemnicy i z wyrzutami sumienia, ale obawiam się, że ilość cukru w cukrze pozostaje taka sama bez względu na okoliczności. Na dodatek dzisiaj dostaliśmy niespodziankę z Chicago, czyli Delicje (już zniknęły) oraz dwie zamówione tabliczki Wedla (ukryłam głęboko w szafie, może przetrwają do jutra). Z wiejskiej bibliteki wypożyczyłam ambitnie trzy płyty (joga, power joga, pilates), ale już mam 356 wymówek. Dziś udało mi się poćwiczyć po raz pierwszy, ale słuchanie (po angielsku), patrzenie (spod biurka) i robienie (koślawe) nie idą w parze. W środę planuję iść na darmową szkolną jogę, ale pewnie coś mi wypadnie (haha).

Należało by mnie mocno kopnąć w tyłek, ale z drugiej strony wkurzam się i burzę i gniewam na jakiekolwiek jego sugestie. Nie po to tyle czasu tworzyłam swoją samoocenę, żeby teraz ktoś mi mówił, że nie powinnam jeść czekolady. Sam sobie ogranicz cukier! Biegaj, biegaj, a mi pozwól grać w Czuzle.
I tak dalej.

1 komentarze:

Savor pisze...

ja wczoraj wracałam z pracy i wpierdoliłam pól tabliczki czekolady z orzechami. ale tłumacze sobie, że schudłam, więc jak raz na tydzień wpierdolę czekoladę to mi nic nie będzie :)

bieganie jest złe, obciąża stawy :)