Im mniej się dzieje, tym więcej chce mi się pisać.
Wiosna. Ach! 21 stopni. Na plusie, w Celcjuszach! Kto to widział. Wskakuję w jasne spodnie, ciemnozieloną koszulkę, do tego trampki i już. Kurtka dzinsowa do torby, ale i tak się nie przyda. Rany, jak pięknie.
Wystarczy, że na chwilę wyjdzie słońce, a ja czuję się boginią seksu. I księżniczką kierownicy. Kiedy nie grożą mi żadne zaspy, poślizgi, śniegi i zaniepokojone spojrzenia z miejsca pasażera, zaczynam cieszyć się jazdą. Suzanne Vega na cały regulator i vamos (niestety nie na plażę, a do sklepu. ale i tak buzia mi się cieszyo). Wciąż jeszcze kręci mnie udane zaparkowanie i zdarza mi się obejść cały samochód dookoła, żeby pozachwycać się idealnym wjechaniem między linie. Zdarza mi się też krzywo zaparkować, ale jest zbyt pięknie, żeby o tym pisać. Poczekajmy na przesilenie wiosenne.
Po tygodniu pustej lodówki - same smakołyki. Świeża mozarella, dwie sałatki, salami, pomidory, ogórek, papryka i kiełki (no wiem, zwykłe warzywa, ale dla mnie tutaj to naprawdę są luksusy ;) ). Na szczęście promocja na najlepszą czekoladę się skończyła, więc pustki w portfelu przekonały mnie, żeby nie kupić ani tabliczki. Ani jednej! Może jednak kryzys to nie taka zła rzecz.
Idę pobiegać w słońcu. Ha!
czwartek, 5 marca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
4 komentarze:
:)
pozazdrościć :)
i na rany chrystusa wyłącz łaskawie gdzieś w opcjach koniecznosć przepisywania trudnych i niewyrażnych wyrazów,bo to znacznie obniża ilość mooich publikacji :)
na grypy uważaj i inne takie, załapanym,zdychającym,kaszląco_pociągajacym.
->auri
wyłączyłam! ale będąc kobietą szalenie zorientowaną, nawet nie wiedziałam, że można to skasować ;)
Prześlij komentarz